Czekając na wieczór autorski :)

Zwykły wpis

W wakacje poinformowano mnie, że biblioteka żoliborska zamierza wydać antologię poezji o Żoliborzu. Moje dwa wiersze znalazłyby się w tym zbiorze. Ucieszyłam się ogromnie, napisałam wymagany biogram i przyniosłam fotografię. Wrzesień się kończy, konkretnej informacji o spotkaniu promocyjnym ani widu (w skrzynce pocztowej), ani słychu (przez telefon). Jestem ciekawa, czy do końca roku zadebiutuję 🙂

Reklamy

Trzy lata

Zwykły wpis

Jeden dzień listopada leży na podwórzu, owinięty w zeszłoroczną gazetę. Dzień leży od zeszłego roku w śmiertelnej swojej koszuli: ta sama data. Dzisiaj ma rocznicę. Nazywa się: 26 XI 1930. Przez cały czas nie zmieniał tych liczb.

Wyrzucono go kiedyś przez okno. Nie kiedyś, ale właśnie 26 XI 1930. Gazeta jest przemoknieta, ale dostrzeżesz jeszcze datę: 26 XI 1929. Zawinięto dzień w zeszłoroczną gazetę i wyrzucono.

A dzisiaj mają rocznicę: i dzień, i gazeta. Dziś: 26 XI 1931. Dzień- pierwszą, gazeta – drugą. Rocznicę narodzin, śmierci, wyrzucenia.

Patrzę na to okno przez okno – ja, pośmiertny.

Adres

Zwykły wpis

Nie pisz do mnie na adres Maxima

Ani Cafe deux Magots,

Gdzie na pluszowej kanapce

Z Verlaine’ em siadywał Rimbaud.

Już ich tam nie ma.

 

Nie pisz do mnie na Chelsea,

Bo na willi, gdzie mieszkał Sidney Webb,

Wisi kartka z napisem „To let”,

A w domu Wellsa

Antykwariusz ma sklep.

 

Nie szukaj mnie w Hollywoodzie

Ani w Columbia Broadcasting System

Czy w snobistycznym Albany,

Bo wróci list ten:

Adresat nieznany.

Inne mi dano miejsce pobytu.

Przepisz pożółkłe litery

Z pism zeszłowiecznych zeszytu

I zaadresuj: Warszawa. Jesień.

I datę postaw: listopad czy wrzesień.

List dojdzie.

Listopad

Zwykły wpis

Listopad złotem liści już park przyozdobił.

Szeleszczą pod nogami – opadają z drzewa.

Jesteśmy jak te liście, które z kraju mogił

Wicher dziejów po świecie dalekim rozwiewa.

 

Zawodzi wiatr jesienny, łka między drzewami

Pieśnią smętną, nużącą dla obcego ducha.

Naszą mową, to znaczy mową tych, co łzami

Wśród grobów błądzącego pozdrawiają ducha.

 

Kto tęskni do umarłych, żywych opłakuje

I kogo przyjaciele odeszli rówieśni,

Ten tylko w płaczu wiatrów jesiennych zgaduje

Melodię polskich wierszy, smutek polskiej pieśni.

Mróz

Zwykły wpis

Srebrzysty księżyc z lodu wycięty

I wicher mroźny wieje ozonem.

Gwiazdami świeci niebo jak szronem,

Śmieciarz na wozie wiezie diamenty.

 

Wszystko jest śniegiem, lodem, kryształem,

Szumi po mieście, huczy noc wietrzna.

Jak zmarzła fala lśni Droga Mleczna

Na niebie szklistym, znieruchomiałym.

 

Miasto umarło. W śnie białym tonie,

Oczy ma z lodu, usta z kamienia.

Cóż znaczą nasze wątłe westchnienia,

Ciepłe oddechy, gorące dłonie?

 

Oprzyj o szyby gorącą głowę

I patrz jak słowo, żywe, gorące

Rośnie na szybie mrozem świecące,

Jak zwierzokrzewy przedpotopowe.

jesień oczami Kasprowicza – „Księga ubogich”, XXXI

Zwykły wpis

Pożółkły znużone pola,

Niebiosa coraz to bledsze,

Żądnymi piersiami chłonę

Ciche, jesienne powietrze.

Rozglądam się naokoło –

Niebujnie tu, niebogato,

A przecież mi nie żal dzisiaj,

Że się prześniło lato.

W tej pustce, w tym wyczerpaniu,

Które mi w oczach rośnie,

To samo odczuwam życie,

Jak w pełnej, kwitnącej wiośnie.

Przystaję na długiej miedzy,

Ku rżyskom nakłaniam lica,

Z powiędłych kępek ta sama

Wyziera mi tajemnica…

Mgły jakieś nieuchwytne

Las osnuwają bury,

Nieśmiało migocą w słońcu

Śniegiem pokryte góry.

Urocza, smętna martwota,

Zda się, iż śmierć jest gdzieś bliska,

Na pochyłościach wierchu

Jesienne dymią ogniska.

Nieletni, wątły pastuszek

Okiem mnie wita lękliwie –

Jeszcze się bydło pasie

Na tej wychudłej niwie.

Jeszcze jest jakaś czerstwość

Na niwie tej wypalonej –

Z wrzaskiem niesamowitym

W krąg się zwołują wrony.

Gdzieś lecą, gdzieś giną w dali,

Wzięły ze sobą zmorę –

Garść pełną zoranej gleby

Do chciwej ręki biorę.

Upajam się jej zapachem,

I dzisiaj tak samo on świeży –

O rodzicielko żywota,

O święta, płodna Macierzy!

O skarbie ty mój najdroższy,

Rozstać się z tobą nie mogę –

Zielone jeszcze sitowie

Z uśmiechem zaszło mi drogę.

Na gruzem zasłanej miedzy

Jałowiec krzewi się młody,

Dziś barwy mu odmieniły

Fijoletowe jagody.

Skąpo się fala toczy

Potokiem, co wysechł w lecie,

Spomiędzy chwastów nad brzegiem

Samotne żółcieje kwiecie.

Ostatnie to już – zapewne!

O innych nie usłyszycie,

Lecz ja w tej pustce dzisiejszej

To samo odczuwam życie.

W tym wyczerpaniu, co dzisiaj

Świat tak cudownie mroczy,

Ta sama wszak tajemnica

Dziwem otwiera mi oczy.

Powiędły, przymarły pola,

Niebiosa coraz to bledsze,

Żądnymi piersiami chłonę

Ciche, jesienne powietrze.

 


Pogoda późnej już jesieni

Zwykły wpis

Pogoda późnej już jesieni

Słoneczny miód na ziemię zlewa.

Liście się złocą w sto odcieni.

Powiewa wiatr i szumią drzewa.

 

Rozkosz najsłodsza i okrutna

Upaja serce bezlitośnie.

Nieba głąb blada jest i smutna,

Jak w dniach starości myśl o wiośnie.

 

A drzewa nie przestają szumieć:

Nadziei pieśń czy wyrzeczenia?

Serce daremnie chce zrozumieć,

Gdzie nie ma nic do zrozumienia.